drobneprzyjemnosci.blog.pl
pierwszy dzień roboczy po balu...
zawsze, kiedy wyświetlacz telefonu pokazuje "szkoła" w pierwszym momencie doznaję paraliżu, potem przyspieszenia - skoro dzwonią ze szkoly, na pewno stało się coś strasznego! - dzień dobry, nic się nie stało - zaczyna zawsze rozmowę bardzo mądra Pani Sekretarka. Dziś było tak samo, tylko dzwoniła Pani Dyrektor. Zginęły jej buty na balu. Różowe, z kwiatkiem. I wiecie co, nawet nie wydało mi się zastanawiające, że skoro jej buty zginęły, to dzwoni do mnie, bo pewnie znam jakichś złodziei... -ok, podzwonię po znajomych, a Pani w zamian poszuka moich rękawiczek. Powinien je mieć ktoś, kto w szatni miał płaszcz obok mnie, a numer jego... - Powstrzymałam się od podania numeru czterdzieści i cztery, wyjawiłąm prawdę, po czym zaczęłam dzwonić do znajomych z listy ostanio wybieranych i przy pierwszym trafieniu miałam buty! - ale one nie są różowe, tylko beżowe... - powiedziała koleżanka, i zarządała w zamian swoich pantofli, całkiem nowych, które miała w siatce, bo bardzo lubi bardzo wysokie obcasy, ale facet okazał się niski... Zadzwonilam więc do szkoły, że owszem, buty z kwiatkiem są, ale potrzebuję w zamian czarnych na bardzo wysokim obcasie - czy mogą być sandałki? bo mamy tu sandałki? - momencik, zadzwonię - odpowiedziałam i wykonałam kolejny telefon, wyjaśniając koleżance, że wyższy priorytet w dostępie do znalezionego obuwia mają pracownicy szkoły i czy chce sandałki - nie chciała sandałków, tylko czarne bez pięty, ale za to siódemkę i bardzo bardzo wysoki obcas, więc jest nadzieja, ze za wysoki dla pracowników szkoły, było nie było steranych w kontakcie z naszymi dziećmi...

i tak trwa w nas nadzieja, bo narazie los butów i rękawiczek pozostaje nieznany...



z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2012-01-23 20:37:33 | skomentuj! (0)
żyj kolorowo!
a! i zapomniałam się pochawalić, że umiem zmieniać kolor. Własny!
Co prawda jeszcze nie umiem nad tym panować, więc na razie
następują zmiainy spontaniczne.
Ostatnio na przykład, po przyjęciu urodzinowym mojego dziecka ukochanego, przybrałam piękny malinowy kolor! naprawdę  bardzo ładny! miałam go na szyi, na czole, na policzkach...

umiecie tak?





z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2012-01-20 13:15:31 | skomentuj! (0)
:)
Dzisiaj, a właściwie wczoraj,mój syn ukochany skończył dziesięć lat! POWAŻNIE!  Zaszokowała mnie ta świadomość. Myślałam, że pamięć ludzka tak daleko nie sięga. A sięga. Pamiętam bardzo dokładnie. Czytałam "Pochwałę macochy" Llosy. Przeczytałam i zabrałam się za "Zeszyty Don Rigoberta"... Mam nadzieję, że to nie skrzywi mojego dziecka. Może mnie usprawiedliwi to, że chwilę przed porodem przeczytałam ile było napisane Harrego Pottera, potem "Maga" Fowlesa, ale z drugiej strony czytałam też Gretkowską.. Ile ja czasu leżałam w szpitalu, że zdążyłam tyle przeczytać? 13 dni. W takim razie pewnie jeszcze coś było. ...a może resztę czasu wypełniłam szlochaniem? Wchodzi lekarz, mówi "dzień dobry", a ja w szloch... Fajnie było!
A potem urodziłam niebieskie dziecko. Nie mogłam uwierzyć, że to już i plotkowałam z dziewczynami przez telefon. Marek też nie uwierzył, dlatego był przy porodzie, ale tylko siedem minut... tadam! A potem pokazali mi Młodego - o 18.50 - ZDĄŻYŁ NA DOBRANOCKĘ -śliczny był, niebieski... wcale mi się to nie wydało podejrzane.
Wszyscy mnie pytali do kogo jest podobny, a on ryczał jak bawół, zrobił się czerwony i był podobny do pomidora...

a teraz? Cudny jest! ...i sam czyta jak maszyna...

strasznie jestem szczęśliwa.




z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2012-01-19 01:18:17 | skomentuj! (0)
tyle się u nas dzieje...
Ząb Dylan wreszcie opuścił paszczękę mojej ukochanej córki, więc pomyka szczerbata, jak przysało pięciolatce.

Mój syn przestał odrabiać zadania domowe, którą to informację narazie pozostawię bez komentarza, gdyż jeszcze nie nabrałam do niej dystansu oraz nie wyrobiłam sobie zdania, które nosi najleżejsze znamiona obiektywizmu. Narazie dominuje chęć mordu, oraz imperatyw wykonania badań genetycznych, żeby wykluczyć moje macierzyństwo.

Zaczęliśmy się uczyć jeżdzić na łyżwach, alebo ujmjąc to inaczej: zaczęliśmy uczęszczać na lekcje łyżwiarstwa, organizowane dla dzieci i rodziców przez nasze piękne miasto z okazji zimy. Tzn. ja własciwie jeżdziłam kiedy miałam piętnaście lat, nie powiem może ile to było lat temu, ale instruktora nigdy z bliska nie widziałam, mój syn natomiast poprzestaje na oglądaniu, gdyż nie chce się kontaktować z instruktorem, bo przecież ja jeżdżę bosko i mogę mu wszystko przekazać. Tylko nie chcę. Poza tym jak ja mu coś muwię, to on mu nie wychodzi, a jak instruktor, to zaraz umie. I to jest moja wina! wWniosek, że może trzeba uwierzyć matce, żę nie umie i pobrać nauki od fachowca nie przychodzi mu do głowy. ...Natomiast Zuzanna jest tanowczo nieciekawa, gdyż słucha instruktora, nie robi scen, radzi sobie dobrze (i odrabia zadania domowe)

Byliśmy też na nartach. Po dwunastu latach... echh! Okazało się, żę wszystko się zmieniło, poza odczuciem przyjemności. Dzieci zabrał instruktor, a my dwie godziny śmigaliśmy sobie... mmm...
W ogóle genialnym okazał się pomysł, żeby umówić instruktora na ósmą rano, na dwie godziny, i potem wracać do domu. Jedyną słabą stroną jest pobudka o 5.15, ale dzieci nawet nie kwiknęły, bo zapowiedziałam wieczorem, że nikogo na siłę nie budzę i o dziwo uwierzyli i, o jeszcze większe dziwo, zapamiętali. Więc instruktor zabrał dzieci a my oddaliśmy się zdziwieniu.... bo za naszych czasów były kartonowe karnety, w których pan wyciągowy robił dziesięć dziurek, a teraz mamy w kieszeni karnet na wdie godziny i beamka wie, że go mam w kieszeni, więc rączki mi nie marzną. Nie ma orczyków, chociaż górka niewielka, tylko czteroosobowe kanapy. Bramka wypuszcza naraz czterech na taśmę, która ich ustawia we właściwym miejscu... cudne! nic nie szarpie, nie ma problemów z dziećmi (nie z moimi, tylko w ogóle, bo moimi się zajmuje kto inny, tralalala!)  i na górze dużo miejsca, wieć nikt na nikogo nie wpada i nie trzeba umykać w popłochu. FANTASTYCZNE!
Ale to jeszcze nie koniec cudów! Wyobrażcie sobie, że na stoku nie  ma lodu i kamieni, tylko śnieg! Poważnie - wszędzie śnieg!
A te nowe narty.... same skręcają!
Ja jestem zachwycona!

...a mój kręgosłup nie. Nie powiem ile wzięłam dziś środków przeciw bólowych i jakich, ale jak mnie Maman poczęstowała ciastem, któego nie jadła ani ona, ani Tata wyraziłam nadzieję, żę chcą mnie otruć, by skrócić me męki i zjadłam pokonując odruch wymiotny. Ale niestety nie mieli litości, więc nie ma nadziei - nadal tu jestem. Umrzeć nie jest tak łatwo.
Człowiek jest mocny.

i tym optymistycznym akcentem...





z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2012-01-15 20:16:22 | skomentuj! (0)
pytanie na dziś
Taka mnie dziś rano naszła myśl, która potem umknęła, a teraz natrętnie powróciła:
czy wiecej dzieciobójstw zdarza się rano, czy wieczorem?

Jak myślicie?


z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2012-01-12 20:57:24 | skomentuj! (0)
ciekawe dlaczego znowu boli mnie głowa
Czy to jest ok, jeśli lekarz daje pacjentowi sformułowany po łacinie wynik badania histopatologicznego, zaleca wizytę w poradni onkologicznej i zmienia temat na całkowicie neutralny, że wiśniówka mu samkowała?

Troszkę jestem wstrząśnięta?

...bo co, jeśli pacjent nie obsuguje internetu i nie wygoogla sobie, co oznacza nowotwór złośliwy miejscowo? Zostanie na trzy tygodnie, tyle się czeka na wizytę u onkologa, ze świadomością, że ma raka.

zen.



z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2011-12-20 17:01:48 | skomentuj! (0)
...idą święta!
Mam trzysta pierogów... Aż nie chce się spać!

Kłamię. Bardzo mi się chce spać, ale dziś wyrzucę tabletki powodujące astenię (czy jak temu cholerstwu) w zamian za tylko jedną migrenę tygodniowo...

I polukrowałam pół tony pierniczków....
I wydziergałam Młodemu kostium, w którym wygląda, wypisz wymaluj, jak Józef stary... ( i łysy) Prawie mi uwierzył, że w kolędzie było"i józef stary, i Józef łysy Ono pielęgnuje..." ..gdyż wyrwałam mu dwa włosy dopasowując nakrycie głowy. Nie wiem po co to robię, chyba z nudów wkręcam dziecko, aż mi uwierzy...
Wyrodna matka.




z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2011-12-19 22:52:57 | skomentuj! (0)
...
Casaria Evora w tym roku na święta zaśpiewa w niebie.

...




z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2011-12-17 21:48:02 | skomentuj! (0)
master of disaster
-znowu się na mnie obraziła... mówi, że jej nie doceniam, a ona się tak stara - opowiada kumpel na facebookowym czacie - nie stara, tylko starzeje -wypaliłam spontanicznie

No więc...(tak, wiem)...no więc zaliczyłam kolejną gafę wszechczasów?
Chociaż z drugiej strony, może to i lepiej, że sprawa jest jasna, poza tym, jak ktoś czyta cudzą korespondnencję, to mu się należy...
 


z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2011-12-15 10:05:52 | skomentuj! (0)
szok
Waśnie sobie przypomniałam, że coś jeszcze mnie dziś zaszokowało: zobaczyłam przedramię mojego syna. Mojego małego syneczka. Było WŁOCHATE. Pokryte futrem!

AAAAA!


z pozdrowieniami

drobneprzyjemnosci | 2011-12-10 22:44:29 | skomentuj! (0)

księga gości


2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
październik
wrzesień
lipiec
maj
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec




ulubione
do czego przyda się chustka?
Maria Czubaszek
Marek Niedźwiecki
jej wypieki tysiąc kalorii w każdym kęsie
gałąź
zimno

drobne przyjemności
.


blog.pl